Koronawirus, czyli kryzys środowiskowy w XXI wieku

Od ponad tygodnia większość z nas przestała się śmiać z „cudownych właściwości” maseczek higienicznych, płynów antybakteryjnych czy zawieszanych nagle w każdej toalecie publicznej instrukcji, jak poprawnie i skutecznie myć ręce. Póki nas to nie dotyczyło (swoista ruletka informacyjna pt.: czy jest u nas wirus, czy jeszcze nie), póki był to kryzys w dalekich Chinach lub nawet nie tak dalekich Włoszech, póki u nas się w tej sprawie „nic nie działo”, było momentami nawet zabawnie. Zdawaliśmy się nie dostrzegać masowego znikania makaronu i ryżu (czy innych tego typu produktów) w sklepach bądź wykupywania środków czyszczących z drogerii. Coś wisiało w powietrzu, ale wielu z nas uznało to za przejaw panikarstwa czy wręcz niepotrzebnej głupoty.

Tymczasem w miniony wtorek, środę, gdy wydano oficjalne zarządzenia, gdy zaczęto zamykać pływalnie, siłownie, szkoły, przedszkola, gdy kolejne sklepy ogłaszały zmiany godzin otwarcia, apteki zaczęły być obsługiwane tylko przez okienko do zakupów nocnych, wreszcie gdy zaczęły pustoszeć ulice, nagle chyba wszyscy zaczęliśmy odczuwać kryzys. I nie mówię tu tylko o osobach, które bezpośrednio zostały dotknięte (czytaj: zarażone) koronawirusem. Światowa pandemia tej przedziwnej choroby XXI wieku zaburzyła nasz budowany mozolnie świat. Kolejne decyzje władz państwowych sprawiły, że nasze życie w tych dniach stało się mocno utrudnione. G. Caplan, jeden z twórców interwencji kryzysowej, sformułował następującą definicję kryzysu:

„Ludzie znajdują się w stanie kryzysu, kiedy napotykają przeszkodę w osiąganiu ważnych celów życiowych, przeszkodę, która w tym czasie jest nie do pokonania za pomocą zwyczajnych metod rozwiązywania problemów. Powoduje to stan dezorganizacji i zamieszania, w którym podejmowane są liczne próby nieudanych rozwiązań”.

Zarówno autor definicji, jak i prekursor w pracach o kryzysie w psychologii i psychiatrii E. Lindemann uważali, że kryzys to reakcja zdrowego człowieka. Oto zdrowa osoba, dotąd radząca sobie z przeciwnościami życiowymi, staje w obliczu sytuacji, której rozwiązać nie potrafi, gdyż strategie, które dotąd wykorzystywała, okazały się niewystarczające lub zawiodły zupełnie.

W przypadku koronawirusa możemy mówić o szczególnym rodzaju kryzysu, jakim jest tzw. kryzys środowiskowy. Występuje on wówczas, kiedy jakaś naturalna lub sztuczna (wywołana przez człowieka) katastrofa dopada grupę ludzi, którzy nie z własnej winy stają oko w oko z wydarzeniami, które są konsekwencją owej katastrofy. Odbiorcami negatywnych skutków mogą być członkowie całej społeczności (państwa/kontynentu), gdzie wydarzenie kryzysowe miało miejsce. Kryzysy takie mogą być:

• skutkiem zjawisk naturalnych (huragany, powodzie, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, tornada, zamiecie śnieżne, lawiny błotne, susza, głód, pożary),

• pochodzenia biologicznego (epidemia, wielki wyciek ropy naftowej),

• o podłożu politycznym (wojna, ubóstwo).

Zauważmy, że to co działo się początkowo w „dalekich Chinach”, czyli „pół świata od nas” było tylko gorącym newsem, który poza liczbą odsłon stron internetowych nie generował większych zmian. Tymczasem, gdy wirus dotarł do Europy, w szczególności do Polski, nagle stał się „naszym problemem”. Szkoły zamknięte, więc co zrobić z dziećmi? Jak zorganizować im opiekę? Jak przeprowadzić zdalne nauczanie? Granice zamknięte, więc co zrobić, gdy się przebywa na zasłużonych i opłaconych wcześniej wczasach na Majorce? Jak wrócić? Jak wygląda kwarantanna? Oficjalnie wszystko ma trwać około dwóch tygodni. A jak okres kwarantanny będzie dłuższy? Co wtedy? Czy rok szkolny będzie przedłużony? Co z wakacjami? A egzaminy? Czy będą odbywać się w normalnym trybie? Na razie sklepy są czynne. A jak nagle będą zamknięte? Czy robić większe zapasy? Co jest najpotrzebniejsze?

To typowe pytania, jakie codziennie sobie zadajemy i na które szukamy odpowiedzi, często dochodząc do wniosku, że stare metody, stare rozwiązania, nagle, w sytuacji kryzysu środowiskowego stały się nieskuteczne. Pomijam tu całkowicie kwestie być może najbardziej dramatyczne, jak np. doświadczenia osób, które są zarażone (lub zachodzi podejrzenie, że są zarażone) i przebywają w szpitalach (tudzież w kwarantannie domowej). Jak ta sytuacja musiała wpłynąć na całkowite przewartościowanie ich życia, żeby nie napisać, jak całkowicie zdezorganizowało to tym osobom życie.

Podsumowując, warto zastanowić się jakie są przyczyny przeżywania kryzysu i jak można znaleźć rozwiązanie. Psychologia, szczególnie psychologia kryzysu, wyodrębnia kilka ujęć i podejść do tzw. sytuacji kryzysowych. Np. w podejściu behawioralnym przyczyną sytuacji kryzysowej jest stosowanie nieadekwatnych reakcji, zachowań i destrukcyjnych mechanizmów obronnych, wypracowanych w ciągu całego życia. Drogą wyjścia z kryzysu jest w ujęciu behawioralnym zastąpienie starych mechanizmów działania nowymi, nowymi zachowaniami przystosowawczymi oraz eksperymentowanie nimi. Z kolei w koncepcjach poznawczych, kryzys jest wynikiem nie sytuacji samej w sobie, a jedynie (niektórzy zwolennicy tego podejścia uważają, że wyłącznie) interpretacji i subiektywnej oceny, jaką nadaje się danemu zjawisku. Wyjściem z kryzysu powinna być zatem reinterpretacja wydarzenia oraz nadanie mu nowego znaczenia w życiu.

Ale jak to zrobić (czy to jest w ogóle możliwe), jak zrozumieć, że kryzys, a w szczególności ten, którego aktualnie doświadczamy, może mieć potencjał rozwojowy, dowiecie się z kolejnych postów.

Komentarz