Nasze noworoczne postanowienia

Noworoczne postanowienia, czyli never ending story z cyklu „i tak się nie uda…”. Czy aby na pewno? Już połowa stycznia. Siłownie i rozmaite kluby fitness wstawiają na swoich stronach internetowych hasła: „Stali bywalcy, wracajcie! Ci od postanowień noworocznych, robiący tłok na początku stycznia, już sobie poszli”. Znany ból nie wywiązywania się z podejmowanych wyzwań i zobowiązań. „Teraz będzie Twój rok!” wrzeszczą zewsząd rozmaici „szamani sukcesu” i pseudo coachowie. „Dasz radę!” zdaje się być raczej przekleństwem i rozczarowującym sloganem niż motywującym nagłówkiem w prawie każdym czasopiśmie. A przecież droga do sukcesu jest prosta! Nie jest lekka, co nie znaczy to samo, że osiągnięcie/wypełnienie zobowiązania wiąże się z nie wiadomo jaką strategią. Osiągnięcie celu, wypełnienie noworocznego (i nie tylko noworocznego) postanowienia jest proste. Powyższa teza broni się sama. Wystarczy spełnić pięć, dosłownie pięć warunków (niektórzy mówią o ośmiu). I już zaczynają się schody – osiągnięcie celu miało być proste, a… jest trudne. To ja mam coś od siebie dać? Wykonać jakąś pracę? To w końcu to jest proste czy trudne?

Co to znaczy, że osiąganie celu jest proste?

Proste nie oznacza, że „cel osiągnie się sam”, a my czekając na przysłowiowego Godota, siedzimy na kanapie i oglądamy seriale. Prosta jest droga do celu. Ale trzeba ją przejść. I to są wspomniane wcześniej warunki. Jest ich całe pięć.

Po pierwsze: Mała zmiana. Zamiast zmieniać od razu wszystko w swoim życiu (owszem można, ale różnie to bywa z osiąganiem sukcesu), zacznij od małej zmiany. Jednej rzeczy. Jeżeli myślisz o zrzuceniu wagi, skup się tylko na tym. Nie atakuj swojego mózgu, a zwłaszcza kory przedczołowej (to ta część odpowiedzialna za emocje) radykalnymi zmianami stylu życia, żywienia, stosami tabel i wykresów, bo przestraszysz swój mózg, a w konsekwencji siebie i zamiast schudnąć, przytyjesz „jeszcze z piątkę” (albo i więcej).

Po drugie: Małe kroki do zmiany. Jeżeli nigdy nie byłeś na ostrych, długich dietach, jeżeli nigdy nie ćwiczyłeś fizycznie, a chcesz za miesiąc pobiec w maratonie, to na 200% skończy się na jednym treningu, w dodatku nie skończonym i być może kontuzją. Małe kroki to nie od razu bieganie dystansu 42,180 km, tylko przebiegnięcie jednego kilometra i przejście drugiego. Mózg łatwiej się przekona do biegania – truchtania z jednoczesnym marszem (marszobiegi) dwa razy w tygodniu, niż do pięciu treningów dla profesjonalnych biegaczy. Zamiast schudnąć od razu 10 kg, zacznij od 2 kg i utrzymaj to! Krok po kroku.

Po trzecie: Plan, plan, plan. Tu komentarz wydaje się zbędny. Istnieje niezliczona ilość planów treningowych czy planów diety. Ty masz tylko wybrać jakikolwiek i wprowadzić go. Litera po literze. Nie zmieniać, nie dyskutować, że wiesz lepiej (bo najczęściej nie masz zielonego pojęcia, skoro nigdy nie próbowałeś). Wykonaj to, co masz zaplanowane. Krok po kroku. Stopniowo, coraz więcej.

Po czwarte: Szybki start. Nigdy nie będziesz wystarczająco gotowy, doskonały, przygotowany, żeby perfekcyjnie zacząć. Więc… po prostu zacznij! Chcesz zacząć biegać? To nie dawaj sobie czasu na… skompletowanie sprzętu do biegania. Nie masz specjalnych butów? To biegnij w tych, które masz (oprócz szpilek oczywiście). W 1960 r. w trakcie igrzysk olimpijskich w Rzymie, etiopski zawodnik Abebe Bikila zdobył złoty medal w maratonie. Biegł boso po rozgrzanym bruku rzymskich ulic. Nie zachęcam do takich wyczynów, ale uwierz mi na słowo: jesteś w stanie zacząć treningi biegowe w parku bez specjalistycznych butów, spodenek, getrów, stopera, timera, specjalnej koszulki, stylowej kurteczki, okularów przeciwsłonecznych – te ostatnie potrzebne są zwłaszcza w deszczowe dni, prawda? Biegaj w tym co masz (a na pewno jakieś buty, w których da się biegać znajdziesz wśród dziesięciu lub więcej par, które znajdują się w twoim schowku na buty). Resztę dokupisz „pod drodze”.

Wreszcie po piąte: Miej wsparcie. Niektórzy nie uznają tego punktu. Zdania są podzielone. Jedni wolą wsparcie podobnie myślących, inni nie. Wsparcie oznacza bratnie dusze, które mają podobne priorytety w osiągnięciu swoich celów. Zdziwisz się zatem, ile osób biega o siódmej rano w parku niedaleko Ciebie. Sam pewnie wiesz lepiej, ile jest wszelkiego rodzaju forów internetowych: o bieganiu, o uczeniu się języków obcych, o odchudzaniu, o oszczędzaniu pieniędzy. Do wyboru do koloru. Mieć wsparcie, czyli mieć osoby, których sama obecność, kontakt z nimi będzie Cię mobilizował do zmiany, do pracy nad osiągnięciem celu.

Proste? Podsumujmy: Mała zmiana, dokonana małymi krokami, przy pomocy planu, szybko rozpoczęta przy wsparciu innych. Tylko tyle i aż tyle. To najprostsza strategia. Najkrótsza droga do zmiany. Przynosząca rezultaty w postaci nowych nawyków, lepszego samopoczucia. Co w tym trudnego?

Zamiast odkładać „na jutro”, zacznij już dziś! Mała zmiana!

I napisz za jakiś czas do mnie, chwaląc się swoim sukcesem, bo na pewno go osiągniesz! Powodzenia!

Komentarz